4GuestBook

4Links

blogi znajomych
Karen
Margot-layouts
Adasiek
Robalek
Adi
Agata i Kaśka
Mungos
Daria
Yavanna
Dodod
Gertruda
Hikaru


4Archives

2005
maj
styczeń
2004
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2005-05-17   00:10:37
"a niebo milczy w tych sprawach, bo nie jest rzecza aniolow moj taniec"

alez dawno nie pisalam! :)
wlasciwie byloby nawet o czym, ale jakos brak ochoty. wycieczke przewalkowala juz Kinia na normalnieszoku, wiec to moze opuszcze. moze tylko tyle, ze nareszcie odpoczelam tak... duchowo :) pomine fakt, ze zostawilam bluze na gorze parkowej :D pozniej byl wyjazd na COM do kroscienka. na szczescie dotarlam bez przeszkod. to nic, ze rodzice szukali mnie po calej szczawnicy i kroscienku przez prawie godzine, bo jedi napisala ze bede o 17:30, ale nie napisala gdzie :)) a bylam o 16, tylko ze poszlam jeszcze na obiadek, lody i nad grajcarek pomoczyc zmeczone nozki. jak tam jest pieknie! :)) pozniej masochistycznie wybralam sie na czuwanie do wieczernika. wlasciwie nie bylo az tak dlugo bo wrocilam do osrodka o polnocy, ale po trzech dniach wycieczki to jednak byl wysilek. ale warto bylo! Golabek przyszedl do nas :) no i nastepny dzien to po prostu miodzio... :> janusz radek jest niesamowity! jesli jeszcze kiedykolwiek bede miala okazje pojsc na jego koncert to wydam na to ostatnie pieniadze. facet robi po prostu niewyobrazalne rzeczy z glosem. i przeszedl kolo mnie! :DDDDD siedzialam w 3 rzedzie, prawie dokladnie na wprost niego, wiec wrazenie bylo piorunujace. pzt za mna siedzialo dwoch nachlanych facetow wiec bylo smiesznie :D zwlaszcza pod koniec, kiedy januszek powiedzial, ze czas konczyc, a jeden sie wyrwal "no bez jaj!" :DDD
a dzis mialam u agi pranie mozgu. zaczelo sie od zrobienia budyniu. po dzisiejszym dniu aga bedzie wiedziala ze w sloiku na ktorym jest napisane "kasza" zwykle jest kasza, a nie maka... ale i tak bylo dobre :)no a pozniej, zamiast pisac artykul na sos, gadalysmy sobie. w rezultacie spedzilam u agi ponad 5 godzin... a teraz slucham ani marysi jopek i zastanawiam sie nad tym wszystkim, o czym rozmawialysmy. i chyba jeszcze nie pojde spac, bo za duzo mi sie tego klebi w glowie. zaraz to wszystko przemedytuje ;)))

agus i olosek - dzieki ze jestescie! :*

skomentuj (15)

. . .


2005-01-01   17:20:42
uwaga! zmulona i totalnie niezrozumiala (dla mnie tez) notka!!!

byly pretensje, ze niby notki nie ode mnie, wiec postanowilam napisac calkowicie, calkowicie od siebie. przepraszam, ze nie bedzie ani smiesznie ani bezdechowo, bo mam zmule :)
nie mam ochoty podsumowywac minionego roku. cos sie konczy, cos sie zaczyna. chociaz tak naprawde nie ma ani poczatku, ani konca. i ten sylwester taki wlasnie byl. polaczyl to, co bylo z tym, co bedzie. i bylo odrobine szalenstwa, spontanicznosci, duzo duzo milosci, duzo radosci, calkiem sporo lez, bardzo kolczasty krzak, zimny kamien i dwa telefony, przy czym jeden wykonany naprawde, a drugi tylko w myslach. pozniej byly dzwony i najlepiej jak to tylko mozliwe zaczety nowy rok!

"wszystko ma swoj sens i czas, dobre i zle"

wiecie jak to jest miec przyjaciol, ktorzy sa daleko, a kochaja bardziej niz ci, ktorzy sa blisko? i jak to jest spotykac kogos, dla kogo milosc to cale zycie? i trzynastolatka, ktory potrafi wzruszyc do lez i zawstydzic, ze tak niewiele sie wie... :)) wszystko sie we mnie miesza i nie wiem, co mam myslec :) i tylko zastanawiam sie, czy dobrze zrobilam, nie wykonujac tego telefonu.

skomentuj (25)

. . .


2004-12-26   15:12:40
Mruczanka z Nadworu na Sniezna Pogode (ktorej nie ma :))

Pewnego dnia, gdy Puchatek nie miał nic do roboty, pomyślał sobie, że warto byłoby coś zrobić. Więc postanowił pójść do Prosiaczka zobaczyć, co Prosiaczek porabia. Śnieg wciąż sypał z nieba, gdy Puchatek dreptał po białej ścieżynce leśnej i idąc wyobrażał sobie, że zastanie Prosiaczka w domu, grzejącego sobie pięty przy kominku. Ale jakże się zdziwił, gdy zobaczył, że drzwi jego mieszkania są otwarte. I im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.
- Wyszedł – powiedział smutno Puchatek – ot co. Nie ma go w domu. Będę więc musiał odbyć Przechadzkę Zadumy sam. Masz ci los!
Ale nim poszedł, pomyślał sobie, że może by tak bardzo mocno zastukać do drzwi, żeby się całkowicie upewnić... I gdy czekał na to, żeby Prosiaczek się nie odezwał, podskakiwał sobie dla rozgrzewki i gdy tak sobie podskakiwał, przyszła mu nagle do głowy nowa mruczanka, która mu się wydała Dobrą Mruczanką, taką, którą się mruczy ku Pokrzepieniu Serc.
Im bardziej pada śnieg,
Bim-bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim-bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim-bom
Jak biały puch z poduszki.
I nie wie zwierz ni człek,
Bim-bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim-bom
Kiedy tak pada śnieg,
Bim-bom
Jak marzną mi paluszki.

- A teraz wiem, co zrobię – rzekł Puchatek. – Najpierw pójdę do domu zobaczyć, która godzina, włożę ciepły serdaczek, a potem pójdę do Kłapouchego i zaśpiewam mu nową Mruczankę.
Popędził z powrotem do domu, lecz po drodze głowę miał tak zajętą nową Mruczanka, którą miał zaśpiewać Kłapouchemu, że gdy nagle ujrzał Prosiaczka rozpartego w najwygodniejszym fotelu, jaki miał, stanął we drzwiach zdumiony. I drapiąc się w głowę, zastanawiał się, w czyim też on jest domu.
- Dzień dobry, Prosiaczku! – powiedział. – Myślałem, że wyszedłeś.
- Nie – odparł Prosiaczek. – To ty wyszedłeś, Puchatku.
- Masz rację – powiedział Puchatek. – Wiedziałem, że któryś z nas wyszedł.
To mówiąc, spojrzał na zegar, który przed kilku tygodniami zatrzymał się na pięć minut przed jedenastą.
- Dochodzi jedenasta – rzekł Puchatek wesoło. – Akurat nadszedł czas na małe Conieco. – I wsadził łebek do spiżarni. – A potem wyjdziemy, Prosiaczku, i zaśpiewamy Kłapouchemu moją nową Mtuczankę.
- Jaką mruczankę, Puchatku?
- Tę, którą zaśpiewamy Kłapouchemu.
Zegar wciąż jeszcze wskazywał za pięć minut jedenastą, gdy Puchatek z Prosiaczkiem ruszyli w drogę. Wiatr ustał i płatki śniegu kołowały w powietrzu, próbując schwytać się wzajemnie w locie, aż wreszcie, zmęczone, z delikatnym trzepotem opadały w dół, chcąc znaleźć miejsce, gdzie mogłyby odpocząć. I czasem tym miejscem był nos Puchatka, a czasem nie. Po krótkiej chwili Prosiaczek, opatulony w biały szalik dokoła szyi, czuł się bardziej zaśnieżony niż kiedykolwiek przedtem.
- Puchatku – odezwał się Prosiaczek trochę nieśmiało, ponieważ nie chciał, żeby Puchatek pomyślał, że mu specjalnie na tym zależy – tak sobie myślę, co by to było, gdybyśmy teraz na przykład wrócili do domu, prześpiewali sobie dla wprawy twoją Mruczankę, a Kłapouchemu zaśpiewali ją jutro – albo, albo, powiedzmy, którego innego dnia, kiedy do spotkamy.
- Prześpiewać Mruczankę dla wprawy... – zastanawiał się Puchatek – Wiesz, Prosiaczku, że to jest dobra myśl. Możemy urządzić małą próbę teraz, po drodze, ale pójść po to do domu – co to, to nie, bo jest to zupełnie wyjątkowa Mruczanka z Nadworu, czyli taka, którą śpiewa się na dworze, kiedy pada śnieg.
- Czy jesteś tego pewien? – spytał Prosiaczek z niepokojem.
- Zresztą sam się przekonasz, Prosiaczku, kiedy ją usłyszysz. Posłuchaj tylko, jak się to zaczyna:
Im bardziej pada śnieg, bim-bom...
- Bim co? – spytał Prosiaczek.
- Bom – odpowiedział Puchatek. – Jest to specjalna wstawka, żeby to brzmiało bardziej mruczalnie. Im bardziej prószy śnieg, bim-bom, tym bardziej...
- Czy nie mówiłeś: pada śnieg?
- Tak, ale to było przedtem.
- Przed bimbomem?
- To był inny bim-bom – odparł Puchatek lekko zmieszany. – Zaśpiewam ci to porządnie i wtedy zobaczysz.
Więc zaczął jeszcze raz:

Im bardziej
PADA ŚNIEG, bim-bom,
Im bardziej
PRÓSZY ŚNIEG, bim-bom,
Tym bardziej
SYPIE ŚNIEG, bim-bom,
Jak biały puch z poduszki.
I nie wie
ZWIERZ NI CZŁEK, bim-bom,
Choć żyłby
CAŁY WIEK, bim-bom,
Gdy pada
TAKI ŚNIEG, bim-bom,
Jak marzną mi paluszki.

Zaśpiewał to w ten sposób, co jest chyba najlepszym sposobem śpiewania tej Mruczanki, i gdy skończył, czekał, aby Prosiaczek powiedział, że ze wszystkich Mruczanek z Nadworu na Śnieżną Pogodę ta właśnie jest najlepsza. A Prosiaczek, po gruntownym przemyśleniu tej sprawy, powiedział uroczyście:
- Puchatku, tylko zamiast paluszki, powinno być uszki.


sniegu niestety nie ma, ale i tak zycze wszystkim, zeby wam nie marzly ani paluszki, ani uszki, wiecznie zatrzymanego czasu, niekonczacego sie malego conieco, duzo cieplych mruczanek i puchatkowej prostoty :))

skomentuj (10)

. . .


2004-12-19   17:50:07
:D

jak sie podoba nowy layout? ^^ danke jedi :)) doceniam ze zarwalas na to nocke. a moglas ja poswiecic na cos innego! na przyklad na uczenie sie do probnych testow kompetencji... :>>
skomentuj (8)

. . .